O co chodzi z drukowaną w 3D bronią?

O co chodzi z drukowaną w 3D bronią?

Afera dotycząca drukowanej w 3D broni już od dawna nosi znamiona masowej histerii, w którą włączają się zapaleni przeciwnicy jakiejkolwiek broni, szarzy obywatele obawiający się czyhających na każdym kroku terrorystów oraz nierozumiejący pewnych faktów politycy. O sam druk 3D broni palnej chodzi w tym wszystkim, zdaje się, najmniej.

Wszystko zaczęło się jeszcze pod koniec 2012 roku, gdy Cody Wilson założył firmę Defense Distributed i opublikował pliki do druku 3D „Liberatora” oraz kilku części do AR-15. Jak wówczas tłumaczył, nie chodziło tutaj o samą broń, a raczej o demokratyzację procesu produkcyjnego i obronę wolności w zakresie dostępu do broni gwarantowanej przez konstytucję USA. Pistolety według projektu Wilsona nie składają się wyłącznie z wydrukowanych z plastiku części – poszczególne elementy metalowe, niezbędne do prawidłowego działania broni, można stworzyć z wykorzystaniem frezarki CNC. Defense Distributed umożliwia też kupienie Ghost Gunnera – frezarki własnego projektu przeznaczonej do produkcji broni z aluminium.

Niedługo potem, na początku 2013 roku, Departament Stanu zażądał usunięcia modeli ze strony internetowej. W ciągu 3 dni od wydania nakazu do faktycznego zdjęcia plików, zostały one pobrane 100 000 razy. Lipiec 2018 roku przyniósł zmiany – sąd miał uznać rację Wilsona, Defense Distributed miało dojść do porozumienia z Departamentem Stanu USA, a DEFCAD miało wznowić działalność, tym razem umożliwiając dodawanie nowych modeli przez użytkowników. Niestety, kilka stanów – ze stanem Waszyngton na czele – pozwało Departament Stanu, twierdząc, że zezwolenie na publikację plików narusza federalne prawo administracyjne. Wilson i na to znalazł sposób, rozpoczynając sprzedaż nośników danych zawierających modele w sugerowanej cenie 10 USD. Defense Distributed pozwało stan New Jersey. Aktualnie toczące się sprawy sądowe związane z DD i Wilsonem zostały podsumowane tutaj.

Komunikat wyświetlany na stronie DD mieszkańcom stanów, które uznały pliki drukowanych pistoletów za nielegalne

Niedługo potem do mediów dotarła wieść o liście gończym wystawionym za Wilsonem w związku z podejrzeniem go o stosunki seksualne z małoletnią, 25 września ogłoszono jego rezygnację ze stanowiska dyrektora Defense Distributed, a jego miejsce zajęła Paloma Heindorff. Nowa dyrektor, o poglądach bliskich ideom Wilsona, deklaruje kontynuowanie działalności firmy i toczących się postępowań prawnych.

Jeszcze przed odwołaniem ze stanowiska, w trakcie konferencji prasowej po wprowadzeniu sprzedaży pendrive’ów z plikami do druku 3D broni palnej, Wilson nazwał sędziów „histerycznymi” – wskazując, że pliki w dalszym ciągu można pobrać z internetu. Istotnie, aby je znaleźć, nie trzeba nawet umieć się posługiwać jego „ciemną stroną”, ponieważ osoby podzielające idee przyświecające Defense Distributed, niezbyt się przejmując legalnością i wyrokami sądów, doskonale zadbały o ich dostępność. Niekończące się batalie prawne i wyroki nie cofną czasu, ani nie usuną w magiczny sposób raz już udostępnionych modeli. Nie sprawią również, że w sieci przestaną się pojawiać nowe projekty od osób niezwiązanych z DD.

Wbrew licznym medialnym doniesieniom, na podstawie których można by odnieść wrażenie, że problem drukowanych pistoletów dotyczy jedynie USA, w niektórych krajach o bardzo restrykcyjnym podejściu do dostępu do broni planej plastikowe pistolety zdobyły całkiem sporą popularność – jak na przykład w Australii. Tam za posiadanie pliku służącego wytworzeniu pistoletu grozi do 14 lat więzienia. Projekt „Liberatora” bardzo chętnie pobierali mieszkańcy Hiszpanii, choć liczne pobrania nie przełożyły się na widoczny wzrost liczby zbrodni dokonywanych z bronią. Wielka Brytania w 2013 roku zakazała tworzenia, kupowania i sprzedawania drukowanych w 3D pistoletów i części do nich (jak się okazuje, posiadanie wydrukowanego w 3D kastetu również jest tam nielegalne). Singapur posiadanie wydrukowanego pistoletu karze śmiercią.

Liberator w częściach

Pozostaje jednak pytanie: czy jest się czego obawiać ze strony osób uzbrojonych w niezarejestrowane, wydrukowane z termoplastu pistolety? Nieodpowiedzialnym jest zakładać, że poprawnie wykonana plastikowa broń nie ma szans na prawidłowe (o skutkach śmiertelnych) działanie i stanowi zagrożenie wyłącznie dla rąk osoby ją trzymającej. Broń wykonana w większości z plastiku, jedynie z pojedynczymi elementami metalowymi, jest trudniejsza w wykryciu.

Z drugiej strony, pomimo medialności drukowanej w 3D broni, nie słychać o żadnych strzelaninach i atakach terrorystycznych przeprowadzonych z jej wykorzystaniem. Prawdopodobnie terroryści preferują pewniejszą i bezpieczniejszą prawdziwą broń palną. Sam Wilson twierdzi, że jego projekty ciężko uznać za broń klasy militarnej. Wydrukowanie sprawnego pistoletu łatwe nie jest – jeśli wykonano go w niewłaściwy sposób lub z nieodpowiedniego materiału, stwarza zagrożenie dla życia i zdrowia użytkownika. Technologie przyrostowe w tym zastosowaniu są więc raczej mocno przeceniane, a przy tym niepotrzebnie oczerniane – dużo bezpieczniejszy, pewniejszy i skuteczniejszy byłby pistolet z  frezowanego aluminium wykonany przy pomocy Ghost Gunnera od DD.

Nie trzeba było długo czekać, aby znaleźli się przeciwnicy drukowanej w 3D, niewykrywalnej broni, którzy – w przeciwieństwie do sędziów i polityków – lepiej by rozumieli działanie internetu. Francuski producent drukarek 3D, Dagoma, postanowił z pomocą międzynarodowej agencji reklamowej TBWA przeciwstawić się rozprzestrzenianiu „groźnych” plików. Dagoma doskonale zdaje sobie sprawę z rozprzestrzenienia modeli w internecie. Stąd pojawił się pomysł jeszcze większego rozprzestrzenienia plików – zastępując jednak prawdziwe, funkcjonalne modele, projektami nie spełniającymi swojej funkcji. Projekty te na pierwszy rzut oka mają wyglądać prawidłowo, jednak po wydrukowaniu miałyby sprawiać, że pistolet byłby tylko plastikową zabawką. Przerobione zostały między innymi lufa i spust. Firma wierzy, że wiele osób zniechęci się do drukowanej w 3D broni, kiedy po tygodniu drukowania okaże się, że pistolet nie działa. Oby nie okazało się, że wprowadzone „do obiegu” projekty stanowią dla użytkowników jeszcze większe zagrożenie – jak wymieniana modyfikacja lufy.

W gruncie rzeczy, prawne i polityczne przepychanki między Departamentem Stanu, poszczególnymi stanami USA oraz Defense Distributed w polskich, a nawet europejskich realiach nie mają większego znaczenia. Modele Wilsona krążące w internecie od 2012 roku nie sprawiły, że posiadacze drukarek 3D stali się nieuchwytnymi przestępcami z niewykrywalną bronią palną. W mediach, jak zwykle i wszędzie, króluje dezinformacja i brak zrozumienia problemu. Samodzielne wyprodukowanie broni – niezależnie od tego, czy użyjemy do tego druk 3D, czy CNC – jest na tyle trudne, że milszym i prostszym jest zdobycie prawdziwej broni z czarnego rynku.

KOMENTARZE

Przetwarzamy dane osobowe użytkowników witryny, zobacz szczegóły...

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close